Rowerem po mieście. Praktyczny
poradnik dla początkujących
Obserwując rosnące ceny paliwa na
stacjach benzynowych w Polsce wielu kierowców samochodów reaguje nerwowo,
desperacko poszukując rozwiązań, dzięki którym ich miesięczny budżet nie będzie
przypominał dziurawego sita. Stojąc w korkach marnują swój czas oraz pieniądze,
zastanawiają się, czy tak faktycznie musi być. Część z nich przesiada się do
więc komunikacji zbiorowej, po czym szybko wraca do swoich wygodnych,
klimatyzowanych i drogich w utrzymaniu samochodów. Ktokolwiek korzystał z
miejskich autobusów i tramwajów w upalne lato, wie o czym mowa. Z resztą, autobusy i tramwaje też stoją w
korkach. Tymczasem świetnym rozwiązaniem dla zakorkowanych miast i
sfrustrowanych kierowców jest zwyczajny… rower. Ten poruszany siłą mięśni,
cichy i ekonomiczny pojazd może być doskonałą alternatywą dla samochodu i
komunikacji miejskiej. Zachęcam więc do przeczytania tego poradnika, który –
mam nadzieję – pomoże Wam zarazić się pasją do dwóch kółek.
Powody dla których wielu
kierowców przesiada się na rower nie zawsze muszą mieć podłoże ekonomiczne.
Często decydują o tym względy zdrowotne, perspektywa szybkiego dotarcia z
punktu A do punktu B, czy wreszcie chęć odreagowania codziennych stresów.
Niezależnie od tego, dlaczego decydujemy się na rower stajemy przed poważnym
dylematem; jaki rower kupić? Odpowiedź na to pytanie wbrew pozorom nie jest
prosta, zwłaszcza jeżeli nasza wiedza na temat rowerów zakończyła się wraz z
otrzymaniem pierwszego „poważnego” roweru na komunię. Czasy się zmieniają i
udając się do sklepu rowerowego musimy mieć świadomość, że istnieje bardzo
wiele gatunków rowerów, a sam sprzedawca przeprowadzi z nami obszerny wywiad na
temat naszych gustów i preferencji. Ponieważ poruszam temat podróżowania
rowerem przez miasto odradzam zakup typowego roweru górskiego MTB. Takie rowery
są oczywiście lekkie i „fajnie wyglądają”, ale jednocześnie wyposażone są w
szerokie opony o terenowym bieżniku, który generuje wysokie opory toczenia,
hałas a w rezultacie nadmierne zmęczenie. Nie polecam również roweru szosowego,
czyli klasycznej „kolarzówki”. Mimo wielu zalet, rowery szosowe posiadają
również podstawową wadę; nie nadają się nasze dziurawe drogi, wysokie
krawężniki, krzywą kostkę na ścieżkach rowerowych, które w dodatku sprzątane są
raz w roku, poza tym wymuszają utrzymanie mocno sportowej pozycji za
kierownicą. Może więc kupić „holendra” i z rozwianym włosem, dumnie podniesioną
głową połykać kilometry? Tak, ale pamiętajmy, że klasyczne rowery holenderskie
nie posiadają zbyt wielu przerzutek, a więc nadają się raczej do spokojnej
jazdy po prostej drodze, poza tym – są ciężkie. Według mnie najlepszym
rozwiązaniem do miasta jest rower trekkingowy, który rewelacyjnie łączy w sobie
zalety wyżej wymienionych rowerów. Dlaczego? Rower trekkingowy posiada szosowe
opony, które nie generują dużych oporów toczenia i nie „szumią” podczas jazdy.
Nad kołami znajdują się długie i solidne wachlarze, chroniące nasze ubranie
przed zachlapaniem. Łańcuch najczęściej ukryty jest pod plastikową osłoną,
dzięki czemu nie pobrudzimy spodni, nawet jeżdżąc w garniturze. Trekkingowi nie
straszne są nasze polskie drogi, gdyż opony, mimo szosowego charakteru, nie
mają tak ekstremalnie niskiego i wąskiego profilu. Wiele rowerów trekkingowych
jest również wyposażone w amortyzatory z przodu i amortyzowane siodełko,
chociaż skok amortyzatorów nie jest tak duży jak w „downhillowych” MTB. Co
jeszcze? Bagażnik, komplet oświetlenia, szerokie spektrum przerzutek (nawet 24
biegi), umiarkowana masa własna i skuteczne hamulce dopełniają całości.
Ceny nowych rowerów trekkingowych
wahają się od kilkuset złotych do nawet kilkunastu tysięcy. Od razu odrzućmy
rowery z dolnego pułapu cenowego. W przypadku rowerów świetnie sprawdza się
stara maksyma „co tanio, to drogo” a miasto potrafi naprawdę zmasakrować nasz
pojazd, przez co częste wizyty w serwisie będą koniecznością. Nie ma również
większego sensu kupować roweru za kilka lub kilkanaście tysięcy złotych, gdyż
są one łakomym kąskiem dla amatorów cudzej własności. Najlepiej kupić rower,
którego cena nie przekracza dwóch tysięcy. Mamy wtedy pewność, że nie kupiliśmy
roweru o hipermarketowej jakości oraz możemy spać spokojnie bez obawy przed
złodziejami. Nie podpowiem Ci gdzie kupić rower, nie chcę robić nikomu reklamy.
Zapewniam cię jednak, że świetnie poradzisz sobie przeprowadzając
piętnastominutowy wywiad z wujkiem google.
Zakup roweru to nie jedyny
wydatek z jakim należy się liczyć na początku przygody rowerowej. Pamiętajmy,
że rowerem jeździ się wygodnie w wygodnych ciuchach. Lekkie, oddychające
materiały, odpowiednio dobrane buty, rękawiczki antypoślizgowe oraz dobrze
wentylowany kask, dopasowany plecak i możemy ruszać w drogę! Zaraz, poczekaj!
Przecież przed wyjazdem w miasto warto poznać mapy ścieżek rowerowych i ciągów
pieszo-rowerowych. Nie wiesz co to są te „ciągi”? No tak, koniecznie zajrzyj do
aktualnego PoRD i poznaj przepisy dotyczące praw i obowiązków rowerzysty.
Wydaje ci się, że znasz przepisy bo jesteś dobrym kierowcą? Zapewniam cię, że
bardzo się mylisz, a z takim przekonaniem dostaniesz lekcję pokory już
pierwszego dnia. Miasto i ruch uliczny wygląda diametralnie inaczej z wysokości
siodełka. Zdziwisz się również ile dróg rowerowych powstaje w twoim mieście
oraz, jak często są one planowane zupełnie bez sensu.
Kiedy już dowiesz się, co ci
wolno a czego nie, jakie są twoje przywileje i ograniczenia na drodze, kiedy
znajdziesz optymalną trasę dla siebie, możesz ruszać w drogę. Z pewnością
zauważysz że stopniowo twój nastrój się poprawia, masz lepsze krążenie, a
pokonywanie wzniesień i pagórków wzbudzi w tobie pierwotne instynkty zdobywcy i
rywalizacji. Oczywiście żartuję, ale osobiście potrafię snuć się wkurzony na wszystko, jeżeli z
jakiegoś powodu nie mogę pokręcić na rowerze. Kiedy jednak jadę, czuje się
świetnie, zdrowo zmęczony, zadowolony, pobudzony. Tak, rower uzależnia, ale ze
wszystkich nałogów, ten jest zdecydowanie najzdrowszy. Warto zarejestrować się
na licznych forach w Internecie, gdzie poznasz ludzi, którzy podzielą się z
tobą swoją wiedzą i doświadczeniem. Pamiętaj również by nie forsować się na
początku, łatwo bowiem o kontuzję i zamiast kontynuować rowerową przygodę,
będziesz leczyć naciągnięte ścięgna. Jeżeli masz nadwagę, astmę rozgrzewaj się
stopniowo. Forma i oddech przyjdą z czasem.
Nie daj się również prowokować na
ulicy. Spotkasz bowiem na swojej drodze wielu ludzi, którym rowerzyści
ewidentnie przeszkadzają. Może być tak, że zmotoryzowani będą chcieli cię
wygonić z jezdni na chodnik, piesi pokrzyczą na ciebie, wyganiając na jezdnię,
a sami będą chodzić całą szerokością drogi dla rowerów. Bądź świadomym
rowerzystą, nie daj się obrażać, ani prowokować, nie pokazuj środkowego palca,
nie krzycz. To nie pomoże. Niestety, kultura kierowców, pieszych oraz często
samych rowerzystów pozostawia wiele do życzenia. Wzajemne antagonizmy niczego
nie zmienią, a przecież możemy wszyscy współistnieć w miejskiej przestrzeni. W
twoim mieście z pewnością znajdziesz ludzi, którzy aktywnie działają na rzecz
poprawy wizerunku rowerzystów w mieście, nie psuj im roboty.
Kiedy już przekonasz się, że nie
taki rower straszny jak go malują, kiedy zobaczysz, że rowerem można jeździć w
każdym wieku i nie jest on domeną jedynie
studentów, kurierów i „ekoterrorystów” będziesz czerpał ogromną przyjemność z
jazdy. Rower daje wolność, jakiej nie zaznasz w swoim klimatyzowanym
samochodzie, otoczony toną blachy, skóry i szkła.
Działaj!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz