wtorek, 18 grudnia 2012

Piesi, piechury, spacerowicze

Dziś krótko:

NIE CHODŹCIE PO DROGACH DLA ROWERÓW!

chyba, że wpuścicie rowerzystów na chodniki, ok...\

Kolizja z pieszym na DDR jest niebezpieczna dla obu stron... Według przepisów, to czerwone z piktogramem, to jezdnia. Po jezdni nie chodzicie, więc po DRR też nie chodźcie!


piątek, 30 listopada 2012

Roszczeniowa postawa?

Hello,

Poświęciłem trochę czasu na lekturę różnych forów, na których wypowiadają się rowerzyści i nie-rowerzyści.
Uderzyło mnie w oczy stwierdzenie jednego z krakowskich kierowców, jakoby "roweroterroryści" (Jezu....) byli najbardziej roszczeniową grupą społeczną w mieście! Narzekamy na braki w infrastrukturze i zachowania kierowców i pieszych. Nic z tego, Panie i Panowie Kierowcy. Wyobraźcie sobie co by było, gdyby urzędnicy odpowiedzialni za drogi nagle przestali o nie dbać, projektowali sieć dróg tak, aby zaczynały się w szczerym polu, a kończyły gdzieś w lesie. Co by było, gdyby autostrady nie spełniały żadnych standardów, były źle skomunikowane i wykonane z... kostki brukowej, odśnieżane i sprzątane raz do roku? Pomyślcie o pieszych, którzy chodzą środkiem jezdni, nie zważając na pojazdy. Wreszcie wyobraźcie sobie, że na drogach nie jesteście traktowani jak równorzędni uczestnicy ruchu przez, np. kierowców TIRów i dużych zestawów.
Przecież w takich przypadkach kierowcy rozpętaliby prawdziwą wojnę polsko-polską. Czy wtedy ktoś nazwałby kierowców "grupą roszczeniową", tylko dla tego, że ośmielają się protestować i zwracać uwagę?
Powiecie: "NIE, bo my PŁACIMY PODATKI, więc wymagamy, a rowerzyści nie". Hm... ciekawe, bardzo ciekawe. Nie miałem pojęcia, że rowerzystom należą się jakieś zwolnienia z podatków. Jeśli tak, to chętnie skorzystam!
Kierowco, rowerzysta również płaci podatki. Tak jak ty pracuje i składa zeznania podatkowe. Jeśli myślisz, że kupując paliwo do swojej bryki, płacąc "ukryty" podatek paliwowy i akcyzę możesz domagać się dróg w mieście, to się GRUBO mylisz. Wpływy z podatku paliwowego i akcyzy zasilają budżet GDDKiA, która buduje autostrady, drogi szybkiego ruchu i drogi krajowe. Gminy nie dostają ani centa! Same muszą finansować naprawy dróg i budowę nowych z podatków mieszkańców. Z tego punktu widzenia kierowcy są dla miasta jedynie kosztem, ogromnym kosztem. Oczywiście rowerzyści też, jednak skala wydatków miejskich na infrastrukurę "samochodową" jest nieporównywalnie wyższa niż nakłady na DDR! Nieporównywalnie!
Kierowco, nie chcesz płacić państwu "daniny" w postaci podatku drogowego i akcyzy? Nie kupuj paliwa, siadaj na rower. Masz wybór. Nikt do niczego Cię nie zmusza. Możesz twierdzić, że rowerzyści to wywrotowcy bo świadomie uszczuplają wpływy do budżetu państwa. Tak, rowerzyści to tacy sami "anarchiści" jak abstynenci i niepalący tytoniu :)




wtorek, 20 listopada 2012

Rowerowe kamikadze

Nastały czasy ciemne, zimne i mokre. Za oknem mrok i szaruga. Nie przeszkadza to wcale wielu rowerzystom śmigającym po drogach z podwyższonymi limitami prędkości bez żadnego oświetlenia, czy nawet odblasków.

Kochani!

Oszczędzanie na lampkach rowerowych może się zakończyć źle! Bez oświetlenia jesteście niewidoczni nie tylko dla innych rowerzystów, czy pieszych, ale przede wszystkim dla kierowców samochodów.

Kupcie oświetlenie! Bądźcie widoczni!

Wczoraj, wracając do domu w okolicach godziny 16:00 prawie rozjechała mnie nieoświetlona rowerzystka - ninja, a dziś rano, jeden kamikadze śmigał po kamieńskiego "na czarno"
Taki brak rozwagi jest bardzo niebezpieczny, rano mamy mgły, wieczorem przysypiających ze zmęczenia kierowców. Nie prowokujmy wypadków.

pozdro!

czwartek, 15 listopada 2012

MGŁA!

Witajcie,

Za oknami mgła gęsta jak mleko a w niej majaczą sylwetki rowerzystów. Klimat księżycowy.
Moi drodzy - używajcie mocnych lampek diodowych w takich warunkach. Co prawda rowerzyście takie lampki średnio pomagają, ale kierowcom samochodów na pewno tak. Przede wszystkim jesteśmy dla nich bardziej widoczni.
Zupełnie wystarczą pulsujące punktowce firmy M-WAVE, takie jak na zdjęciu. Podstawową zaletą jest łatwość montażu i demontażu ze względu na elastyczne "ucho", którym możemy opleść dowolny element roweru i nie tylko. Mocowanie jest solidne, lampka nie powinna się oderwać, nawet podczas małej ekstremy

piątek, 2 listopada 2012

Dziś dzień wolny, wybrałem się więc na krótką przejażdżkę po mieście, a przy okazji naprawiłem starego rzęcha mojej maużonki :)

Faubrejki założone, dizajnerskie lampki też, pora więc na przetestowanie zmian.

Wybrałem się na teren rezerwatu Bonarka w okolice kamieniołomu i kopca Kraka. Magiczne miejsce, pełne tragicznej historii i pięknych widoków. Polecam













Looknijcie na foty!

Rowerem po mieście. Praktyczny poradnik dla początkujących



Rowerem po mieście. Praktyczny poradnik dla początkujących

Obserwując rosnące ceny paliwa na stacjach benzynowych w Polsce wielu kierowców samochodów reaguje nerwowo, desperacko poszukując rozwiązań, dzięki którym ich miesięczny budżet nie będzie przypominał dziurawego sita. Stojąc w korkach marnują swój czas oraz pieniądze, zastanawiają się, czy tak faktycznie musi być. Część z nich przesiada się do więc komunikacji zbiorowej, po czym szybko wraca do swoich wygodnych, klimatyzowanych i drogich w utrzymaniu samochodów. Ktokolwiek korzystał z miejskich autobusów i tramwajów w upalne lato, wie o czym mowa.  Z resztą, autobusy i tramwaje też stoją w korkach. Tymczasem świetnym rozwiązaniem dla zakorkowanych miast i sfrustrowanych kierowców jest zwyczajny… rower. Ten poruszany siłą mięśni, cichy i ekonomiczny pojazd może być doskonałą alternatywą dla samochodu i komunikacji miejskiej. Zachęcam więc do przeczytania tego poradnika, który – mam nadzieję – pomoże Wam zarazić się pasją do dwóch kółek.
Powody dla których wielu kierowców przesiada się na rower nie zawsze muszą mieć podłoże ekonomiczne. Często decydują o tym względy zdrowotne, perspektywa szybkiego dotarcia z punktu A do punktu B, czy wreszcie chęć odreagowania codziennych stresów. Niezależnie od tego, dlaczego decydujemy się na rower stajemy przed poważnym dylematem; jaki rower kupić? Odpowiedź na to pytanie wbrew pozorom nie jest prosta, zwłaszcza jeżeli nasza wiedza na temat rowerów zakończyła się wraz z otrzymaniem pierwszego „poważnego” roweru na komunię. Czasy się zmieniają i udając się do sklepu rowerowego musimy mieć świadomość, że istnieje bardzo wiele gatunków rowerów, a sam sprzedawca przeprowadzi z nami obszerny wywiad na temat naszych gustów i preferencji. Ponieważ poruszam temat podróżowania rowerem przez miasto odradzam zakup typowego roweru górskiego MTB. Takie rowery są oczywiście lekkie i „fajnie wyglądają”, ale jednocześnie wyposażone są w szerokie opony o terenowym bieżniku, który generuje wysokie opory toczenia, hałas a w rezultacie nadmierne zmęczenie. Nie polecam również roweru szosowego, czyli klasycznej „kolarzówki”. Mimo wielu zalet, rowery szosowe posiadają również podstawową wadę; nie nadają się nasze dziurawe drogi, wysokie krawężniki, krzywą kostkę na ścieżkach rowerowych, które w dodatku sprzątane są raz w roku, poza tym wymuszają utrzymanie mocno sportowej pozycji za kierownicą. Może więc kupić „holendra” i z rozwianym włosem, dumnie podniesioną głową połykać kilometry? Tak, ale pamiętajmy, że klasyczne rowery holenderskie nie posiadają zbyt wielu przerzutek, a więc nadają się raczej do spokojnej jazdy po prostej drodze, poza tym – są ciężkie. Według mnie najlepszym rozwiązaniem do miasta jest rower trekkingowy, który rewelacyjnie łączy w sobie zalety wyżej wymienionych rowerów. Dlaczego? Rower trekkingowy posiada szosowe opony, które nie generują dużych oporów toczenia i nie „szumią” podczas jazdy. Nad kołami znajdują się długie i solidne wachlarze, chroniące nasze ubranie przed zachlapaniem. Łańcuch najczęściej ukryty jest pod plastikową osłoną, dzięki czemu nie pobrudzimy spodni, nawet jeżdżąc w garniturze. Trekkingowi nie straszne są nasze polskie drogi, gdyż opony, mimo szosowego charakteru, nie mają tak ekstremalnie niskiego i wąskiego profilu. Wiele rowerów trekkingowych jest również wyposażone w amortyzatory z przodu i amortyzowane siodełko, chociaż skok amortyzatorów nie jest tak duży jak w „downhillowych” MTB. Co jeszcze? Bagażnik, komplet oświetlenia, szerokie spektrum przerzutek (nawet 24 biegi), umiarkowana masa własna i skuteczne hamulce dopełniają całości.
Ceny nowych rowerów trekkingowych wahają się od kilkuset złotych do nawet kilkunastu tysięcy. Od razu odrzućmy rowery z dolnego pułapu cenowego. W przypadku rowerów świetnie sprawdza się stara maksyma „co tanio, to drogo” a miasto potrafi naprawdę zmasakrować nasz pojazd, przez co częste wizyty w serwisie będą koniecznością. Nie ma również większego sensu kupować roweru za kilka lub kilkanaście tysięcy złotych, gdyż są one łakomym kąskiem dla amatorów cudzej własności. Najlepiej kupić rower, którego cena nie przekracza dwóch tysięcy. Mamy wtedy pewność, że nie kupiliśmy roweru o hipermarketowej jakości oraz możemy spać spokojnie bez obawy przed złodziejami. Nie podpowiem Ci gdzie kupić rower, nie chcę robić nikomu reklamy. Zapewniam cię jednak, że świetnie poradzisz sobie przeprowadzając piętnastominutowy wywiad z wujkiem google.
Zakup roweru to nie jedyny wydatek z jakim należy się liczyć na początku przygody rowerowej. Pamiętajmy, że rowerem jeździ się wygodnie w wygodnych ciuchach. Lekkie, oddychające materiały, odpowiednio dobrane buty, rękawiczki antypoślizgowe oraz dobrze wentylowany kask, dopasowany plecak i możemy ruszać w drogę! Zaraz, poczekaj! Przecież przed wyjazdem w miasto warto poznać mapy ścieżek rowerowych i ciągów pieszo-rowerowych. Nie wiesz co to są te „ciągi”? No tak, koniecznie zajrzyj do aktualnego PoRD i poznaj przepisy dotyczące praw i obowiązków rowerzysty. Wydaje ci się, że znasz przepisy bo jesteś dobrym kierowcą? Zapewniam cię, że bardzo się mylisz, a z takim przekonaniem dostaniesz lekcję pokory już pierwszego dnia. Miasto i ruch uliczny wygląda diametralnie inaczej z wysokości siodełka. Zdziwisz się również ile dróg rowerowych powstaje w twoim mieście oraz, jak często są one planowane zupełnie bez sensu.
Kiedy już dowiesz się, co ci wolno a czego nie, jakie są twoje przywileje i ograniczenia na drodze, kiedy znajdziesz optymalną trasę dla siebie, możesz ruszać w drogę. Z pewnością zauważysz że stopniowo twój nastrój się poprawia, masz lepsze krążenie, a pokonywanie wzniesień i pagórków wzbudzi w tobie pierwotne instynkty zdobywcy i rywalizacji. Oczywiście żartuję, ale osobiście potrafię  snuć się wkurzony na wszystko, jeżeli z jakiegoś powodu nie mogę pokręcić na rowerze. Kiedy jednak jadę, czuje się świetnie, zdrowo zmęczony, zadowolony, pobudzony. Tak, rower uzależnia, ale ze wszystkich nałogów, ten jest zdecydowanie najzdrowszy. Warto zarejestrować się na licznych forach w Internecie, gdzie poznasz ludzi, którzy podzielą się z tobą swoją wiedzą i doświadczeniem. Pamiętaj również by nie forsować się na początku, łatwo bowiem o kontuzję i zamiast kontynuować rowerową przygodę, będziesz leczyć naciągnięte ścięgna. Jeżeli masz nadwagę, astmę rozgrzewaj się stopniowo. Forma i oddech przyjdą z czasem.
Nie daj się również prowokować na ulicy. Spotkasz bowiem na swojej drodze wielu ludzi, którym rowerzyści ewidentnie przeszkadzają. Może być tak, że zmotoryzowani będą chcieli cię wygonić z jezdni na chodnik, piesi pokrzyczą na ciebie, wyganiając na jezdnię, a sami będą chodzić całą szerokością drogi dla rowerów. Bądź świadomym rowerzystą, nie daj się obrażać, ani prowokować, nie pokazuj środkowego palca, nie krzycz. To nie pomoże. Niestety, kultura kierowców, pieszych oraz często samych rowerzystów pozostawia wiele do życzenia. Wzajemne antagonizmy niczego nie zmienią, a przecież możemy wszyscy współistnieć w miejskiej przestrzeni. W twoim mieście z pewnością znajdziesz ludzi, którzy aktywnie działają na rzecz poprawy wizerunku rowerzystów w mieście, nie psuj im roboty.
Kiedy już przekonasz się, że nie taki rower straszny jak go malują, kiedy zobaczysz, że rowerem można jeździć w każdym wieku  i nie jest on domeną jedynie studentów, kurierów i „ekoterrorystów” będziesz czerpał ogromną przyjemność z jazdy. Rower daje wolność, jakiej nie zaznasz w swoim klimatyzowanym samochodzie, otoczony toną blachy, skóry i szkła.
Działaj!

Witajcie!



Witajcie!
Nauczony lekturą licznych blogów, które od czasu do czasu odwiedzam, wiem, że najpierw wypada się przywitać i powiedzieć o sobie słów kilka.

Zacznijmy od tego, że jestem rowerzystą. Oczywiście, jestem również kierowcą samochodu, ojcem, mężem i podatnikiem, ale blog swój założyłem z czystej pasji do rowerów właśnie.
Jakiś czas temu przesiadłem się na rower, traktując go stopniowo coraz częściej jako podstawowy środek lokomocji w moim mieście. W Krakowie, w którym mieszkam i pracuję, zawsze narzekałem na korki i potworne marnowanie czasu w sznurku samochodów mozolnie poruszających się do przodu. W sposób zupełnie bezproduktywny i niepotrzebny traciłem cenny czas i pieniądze. Na same tylko dojazdy do pracy wydawałem rocznie kwotę sześciu tysięcy złotych. Tak po prostu – kupują c paliwo i spalając je po drodze.  Pogarszało się zdrowie i kondycja. Zacząłem też tyć, niebezpiecznie zbliżając się do trzeciej cyferki na wadze, co przy moim wzroście nie przekraczającym 1,8 metra było już niebezpiecznie.
Z „nutką” zazdrości obserwowałem co rano rowerzystów mknących  do przodu, podczas gdy ja czekałem na kolejnym skrzyżowaniu lub kolejnym rondzie na jakiegoś kogoś, który sprawiłby, że mój ciężki, rodzinny  minivan potrafi latać. Ponieważ jednak samochody nie mają skrzydeł, ze staniem w korkach trzeba się pogodzić, lub… znaleźć alternatywę.
Codziennie po pracy, kiedy już wszyscy położyli się spać studiowałem liche i szczątkowe wówczas mapy ścieżek i dróg rowerowych, starając się znaleźć najbardziej optymalną dla siebie trasę dojazdu do pracy. Pojawiłem się też na kilku forach tematycznych, gdzie poznałem bardzo interesujących ludzi, którzy bardzo szybko zarazili mnie rowerową chorobą J.
Kupiłem rower i tak się zaczęło. Czytajcie moje wpisy a dowiecie się więcej. Obiecuję względną regularność zamieszczania postów. Wybaczcie wszelkie błędy – jestem początkującym blogerem i dopiero się uczę.